Pożegnanie Ewy

Kategoria: Artykuły Opublikowano: niedziela, 23, grudzień 2018

Ewa Berger-JankwoskaPożegnaliśmy Ewę w piątek, 14-ego grudnia, hen za Warszawą, z dala od zgiełku miasta. To niewiarygodne jak mało miejsca potrzeba, by pochować kogoś wielkiego. Kiedy zaglądam do Wikipedii, mogę przeczytać o aktorskiej karierze Ewy Berger-Jankowskiej, ale nic o tym, że przez ponad 36 lat była Rebirtherem i niezwykłą osobą, która uczyła, jak iść przez życie świadomie i nie ustawać w rozwoju.

Ewa była Rebirtherem odkąd pojawił się on w Polsce na początku lat 80-tych, najpierw w Akademii Życia u Lucyny Winnickiej a potem w 1997 roku zawitała do nas i stała się jednym z najsilniejszych filarów Stowarzyszenia. Była Rebirtherem całą sobą, traktowała ten tytuł jak order a swoją pracę jak służbę, od której nie ma odwołania. Pracowała metodycznie, według opracowanego przez siebie programu i przez wszystkie te lata wiadomo było, że dopóki świat się nie zawalił a Ewa na nim jest, corocznie odbywają się trzystopniowe Kursy i w każdy poniedziałek można przyjść i oddychać do przedszkola w Warszawie, gdzie aktualnie prowadziła swoje zajęcia.

Ewa przyjmowała każdego ze niezwykłą mieszaniną uwagi, szczególnej troski i niekiedy prawdziwie inkwizytorskiej dociekliwości. Mówiła prawdę w oczy i bez ogródek, bez względu na to jak niewygodna czy żenująca mogła ona być, ale kryła się za tym miłość i nadzieja, że jej adresat potrafi zrobić z niej użytek. Ewa dawała każdemu szansę i przestrzeń na to, by przejawiał własną wielkość. Nigdy nie była czułostkowa ani sentymentalna, ale obdarzała ludzi czułością niezwykłej próby. Miała ostry charakter i stawała w szranki wszędzie tam, gdzie mogło to przynieść pomyślną zmianę a jej celne riposty, w momencie gdy ktoś jej uchybił, zawsze wprawiały mnie w zachwyt. Była doskonałym wcieleniem Pratchettowskiej wiedźmy, Babci Weatherwax, która mawiała „Jak się nie ma szacunku, nie ma się nic.”. Ci, którzy znali Ewę, obdarzali ją ogromnym szacunkiem, za jej mądrość, bezkompromisową uczciwość i intensywność z jaką wchodziła w kontakt z drugim człowiekiem.

Ewa niezłomnie stawiała czoła wszystkim wyzwaniom jakie życie przed nią stawiało, żadna słabość ciała ani ducha nie była w stanie powstrzymać jej przed wykonywaniem tego, co według niej powinno być zrobione – a co przeważnie dotyczyło innych ludzi, zwierząt i roślin. Miała ten rodzaj odwagi, który pozwala widzieć swoje lęki, nazywać je i przekraczać. Do końca żyła na swoich warunkach.

Jestem wdzięczna losowi, za to, że pozwolił mi ją znać i dzielić z nią wiele różnych chwil, w kręgu i poza nim. Jest i pozostanie w moim sercu.

Anna Gumul-Jerzewska
Stowarzyszenie Rebirtherów Polskich